-

jolanta-gancarz

O pewnym Hiacyncie Ksawerym - dokończenie

Któregoś dnia proboszcz słomnicki, opiekujący się kościółkiem w Grzymkowicach, zamówił u pana Hiacynta Ksawerego obraz św. Tereski z Lisieux. Zastrzegł sobie jednak, że ma być malowany ściśle według dostarczonej fotografii.

Artysta szalał, miotał się, ale zamówienie przyjął, bo oferowany zarobek okazał się kuszący.

Obraz powstał właściwie zgodnie z układem fotografii. Przedstawiał św. Tereskę w otoczeniu pąsowych róż i to one bardziej przyciągały uwagę niż postać świętej. Z bliska wydawał się bezładną plątaniną kolorów, ale z daleka, z wnętrza kościoła, stanowił wspaniałą jedność nieba i kwiatów, otaczających małą Tereskę.

Ulubiony, ośmioletni uczeń Kuczaby określił tę scenę słowami „święta w raju”, co wkrótce przyjęło się wśród miejscowych wiernych. Tylko Kuczaba był niezadowolony i grzmiał po swojemu: „- Ja się spodliłem za pieniądze, ale zemszczę się na księdzu Menciszewskim[1]... Tu będzie jeździł. Tu będzie proboszczem!

I przygotował iście diabelską intrygę...

Będąc częstym bywalcem w słomnickiej karczmie niejakiego Wecherta, stał się Kuczaba znany i popularny, a przy tym powszechnie lubiany, bo nie tylko ciekawie opowiadał o swoich po świecie wędrówkach, ale nie raz podanie do urzędu pomógł napisać i poradził w codziennych sprawach. Ufano mu bezgranicznie, zwłaszcza w sprawach „uczonych” i chętnie stawiano piwo za niezwykłe opowieści.

Słuchali go mieszkańcy Słomnik i chłopi grzymkowscy, co na jarmark lub w sprawach urzędowych do miasteczka trafiali.

Któregoś dnia Kuczaba opowiedział rodakom z Grzymkowic, że nazwa Słomniki stąd się wzięła, że ich mieszkańcy przed wiekami słomę jak bydlęta jedli. Zachęcał nawet wiejskich psotników, żeby za mieszczanami wołali, że są bydlęta, co słomę żrą.

Wkrótce słomniczanie zemścili się , wołając na grzymkowskich chłopów „psie grzybki”, że niby stąd nazwa wsi pochodzi i że Grzymkowice to właściwie Grzybkowice.

Odtąd zaczęły się pyskówki i wzajemne niesnaski, które rychło przerodziły się w otwartą wojnę, bo i krew się polała, kiedy ten i ów co bardziej zapalczywy młodzian, pięścią czy kłonicą bronił honoru swojej miejscowości...

Najgorętsze potyczki toczyły się oczywiście w karczmie, jak z czubów dymić zaczynało, ale niechęć wzajemna stawała się poważnym problemem nawet w kościele.

Był bowiem stary zwyczaj parafialny, którego pochodzenia nikt nie potrafił wyjaśnić, że chłopcy z Grzymkowic w Wielki Piątek ubierali się w worki pokutne i boso do słomnickiego kościoła szli, gdzie przy Grobie Pańskim miejscowa ochotnicza straż pożarna wartę trzymała.

Tymczasem wskutek wojny, jaką plotka Kuczaby rozpętała, w Wielki Piątek w kościele słomnickim przywitały pokutników z Grzymkowic śmiechy, poszturchiwania i zjadliwe wołanie: „psie grzybki”, „psie grzybki”...

Wówczas delegacja mieszkańców Grzymkowic udała się do proboszcza i oświadczyła, że odtąd nikt ze wsi do kościoła w Słomnikach więcej chodził nie będzie, bo ich tam tylko złośliwości i wyzwiska spotykają. Swój kościół mają i wolą go nawet rozbudować, żeby parafialnym się stał, niż na wyzwiska łyków się narażać. Najbardziej zacietrzewieni byli podjudzeni przez Kuczabę młodzi:

-„ Niech proboszcz jeździ do naszego kościoła co niedzielę, zapłacimy, stać nas na to... Własny kościół mamy, własna należy nam się parafia...”

I nie pomogły tłumaczenia księdza Menciszewskiego, że to kaplica, nie kościół i że biskup tego nie zaakceptuje. Większość mieszkańców Grzymkowic do kościoła w Słomnikach chodzić przestała. Miał więc proboszcz poważny problem i któregoś dnia opowiedział o nim burmistrzowi Olkusza, Karolowi Kownackiemu.

Ten, będąc zamiłowanym badaczem przeszłości, utrzymywał kontakty z Akademią Umiejętności w Krakowie, sprowadzał ich wydawnictwa, a nawet kilka razy popełnił jakiś artykuł z miejscowej historii, wydrukowany w dorocznych sprawozdaniach tej szacownej instytucji. Korzystając z tych znajomości postanowił więc pomóc przyjacielowi. Opisał dokładnie wszystko, co wiedział o przeszłości tak Grzymkowic, jak i Słomnik, o historii kościółka i o znanych mu miejscowych zwyczajach ludowych, także o pielgrzymowaniu w worach pokutnych i boso młodych Grzymkowian do kościoła w Słomnikach, w każdy Wielki Piątek... Następnie wysłał list do Aleksandra Brücknera, członka Akademii i zarazem największego ówczesnego znawcę tradycji, obyczajów i języka polskiego.

Wkrótce z Berlina, gdzie stary uczony pracował nad „Słownikiem etymologicznym języka polskiego” i „Dziejami kultury polskiej”, przyszedł list, o którym Karol Estreicher żartobliwie pisze, że jest przykładem jak „lingwistyka społeczną i pacyfistyczną oddać może usługę”.

Aleksander Brückner wyjaśnił bowiem, że Słomniki były starą osadą służebną, której nazwa nie od słomy, lecz od szłomów , czyli hełmów pochodzi, jakie tam od czasów Chrobrego dla drużyny książęcej wykuwano.

Etymologia nazwy Grzymkowice mniej jest jasna, ale niewątpliwie nie od grzybów, ale od pielgrzymów (pelegrini) pochodzi, których w średniowieczu bardzo szanowano, zwłaszcza jeśli w Jerozolimie byli.

Obie nazwy są więc przykładem świetnej przeszłości i nie powinny być powodem wstydu i wzajemnych waśni.

Burmistrz Kownacki list Brücknera przesłał księdzu Menciszewskiemu, a ten w niedzielę wykorzystał go podczas kazania, takimi słowami zachęcając do zgody:

Duch święty oświecił wielkiego uczonego, że początki waszych osad odkrył. Przodkowie jednych wspaniałe wykuwali hełmy, przodkowie drugich byli świątobliwymi pielgrzymami. Więc sporów nie wiedźcie nierozumnych, ale w zgodzie i miłości braterskiej żyjcie, dumni będąc ze swych praojców.”

Znalazł się też fragment, który (o czym wiedzieli niemal wszyscy) Hiacynta Ksawerego dotyczył: „A ci, co niezgodę między wami sieją, godni są potępienia. Mają język podobny do gadów, rozdwojony, siejący kłamstwo na obie strony...”

Tak to intryga, mająca uspokoić urażone ambicje pana Kuczaby, przeciwko niemu się obróciła.

Odtąd malarz coraz rzadziej pokazywał się w karczmie, do Krakowa przestał jeździć i żył na wsi, z dala od ludzi, coś tam malując, aby utrzymać się przy życiu...

Pewnego majowego dnia 1926 roku, w gorącym okresie zamachu J. Piłsudskiego, w jednym z krakowskich dzienników ukazała się notka, informująca, że podczas wiosennej burzy całkowicie spłonęła drewniana kaplica w Grzymkowicach w woj. kieleckim, pociągając za sobą śmierć jednej osoby.

Z ramienia państwowego urzędu konserwatorskiego prezes Stanisław Tomkowicz wysłał na inspekcję spalonego zabytku młodego historyka sztuki, Karola Estreichera.

Pojawił się więc pan Karol na zgliszczach kościółka, które otaczały straszliwie opalone wiekowe lipy. I taką usłyszał od miejscowych opowieść.

- Nic nie udało się uratować z pożaru, ani jednego przedmiotu, bo drzwi zamykała wielka kłódka, a klucz do niej znajdował się na plebanii w Słomnikach. Kiedy zaś rozbito drzwi, zawaliły się już opanowane przez ogień ściany.

Na ratunek kościółka pośpieszył też Hiacynt Kuczaba i stanął na czele akcji gaśniczej. Niewiele mógł jednak zdziałać, bo stare, wysuszone drewno płonęło jak zapałki...

I wówczas przerażeni ludzie ujrzeli, jak Kuczaba wyrwał kratę z okna zakrystii i wskoczył do środka. W pierwszej chwili myślano, że po Najświętszy Sakrament, ale zaraz przypomniano sobie, że Go tam nie było, bo to nie kościół parafialny...

A wtedy dach się zawalił i nieszczęsnego pana Kuczabę, a właściwie to co z niego zostało, wydobyto dopiero nazajutrz, po dogaszeniu pogorzeliska...

Po cóż więc wskoczył w ogień? Nie ratował ani św. Jacka, ani św. Izydora, ani swojej św. Tereski, ani sprzętów liturgicznych...

Znaleziono go przyciśniętego szczątkami wielkiej złotej ramy, którą ściskał tak kurczowo, że niełatwo było oderwać od niej spalone ręce nieszczęsnego nieboszczyka... Okazało się, że była to rama obrazu Jana Matejki, przedstawiającego historię grzymkowickiej fundacji. Tego Matejki, o którym z niezmierną pogardą zawsze wypowiadał się Hiacynt Ksawery Kuczaba, a jego obrazy chciał oddawać na szmaty...

Niezbadane są widać wyroki Opatrzności i oto „malarz formy czystej i pierwszy w Polsce futurysta” złożył największy możliwy hołd „temu pacykarzowi” Matejce.

A sołtys Grzymkowic po chłopsku krótko wszystko skomentował:

Kuczaba zawsze waryjat był, to i tak umarł.”

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Wszystkie cytaty kursywą pochodzą ze wspomnień Karola Estreichera: Nie od razu Kraków zbudowano, wyd. II, PIW Warszawa 1957, z rozdz. „Teoria czystej sztuki”, s. 156 - 183

 

[1] ówczesny proboszcz ze Słomnik, formalny opiekun grzymkowskiego kościółka



tagi: jan matejko  grzymkowice  słomniki  karol estreicher 

jolanta-gancarz
28 marca 2018 21:09
17     693    4 zaloguj sie by polubić
komentarze:
adamo21 @jolanta-gancarz
28 marca 2018 21:41

Pomyślałem o KO... ale on, na szczęście, do innego kościoła chodzi, gdzie nie ma obrazu JM - tak przypuszczam.

Piękna historia.

 

 

zaloguj się by móc komentować

Danae @jolanta-gancarz
28 marca 2018 23:13

Bardzo ciekawe. Przpomniałam sobie przy okazji, jak te zapalone dyskusje o sztuce wiedli znajomi prof. Estreichera u niego  w domu, właśnie gdzieś w tym okresie. Opisała je w takiej na poły biograficznej powieści "dla dziewcząt" jedna z córek Estreichera, jako zupełne tło do swoich nastoletnich problemów. W książce nadała sobie imię Zuzia i zdaje się, że to nome de plume. Nie pamiętam tytułu książki, ale pamiętam, że była to jedna z moich ulubionych  lektur. Romantycznie opisana podróż po Europie i samodzielne przygotowania do matury. Może ktoś pamięta, jaki był tytuł tej książki?

zaloguj się by móc komentować

betacool @jolanta-gancarz
28 marca 2018 23:20

Grzymkowice i pelegrini...

Rzeczywiście lingwistyka stosowana.

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @Danae 28 marca 2018 23:13
28 marca 2018 23:25

Chodzi prawdopodobnie o książkę siostry (nie córki) Karola Estreichera, Krystyny, żony prof. Stanisława Grzybowskiego. Była pisarką i w jej dorobku jest powieść autobiograficzna Zuzia (1960):

https://pl.wikipedia.org/wiki/Krystyna_Grzybowska_(pisarka)

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @betacool 28 marca 2018 23:20
28 marca 2018 23:26

Rzeczywistość okaże się jeszcze ciekawsza, ale to jutro. A dzisiaj tylko uwaga, że w pobliżu wyłudzał majątki Kołłątaj (Michałowice).

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @adamo21 28 marca 2018 21:41
28 marca 2018 23:29

Piękna. I zgodna z mottem, jak się jutro okaże. Si non e vero, e ben trovato...

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @redpill 28 marca 2018 21:32
28 marca 2018 23:30

Pozamiatane, ale nie do końca. Bo się okazuje, że prawdziwy ciąg dalszy dopiero nastąpi. I to jest dopiero suspens!

zaloguj się by móc komentować

Paris @jolanta-gancarz
28 marca 2018 23:33

Piekne...

... czesto w zyciu tak bywa... to jakas chora zazdrosc, zawisc albo zapiekla rywalizacja... w kazdym badz razie dzieki Pani wpisowi zapamietam sobie tego Kuczabe... bo Estreichera to juz - z grubsza - kojarze z wpisu Gospodarza o miedzianej miednicy... zreszta rewelacyjnego.

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @jolanta-gancarz
28 marca 2018 23:41

Tak. Miedziana miednica i wszystko co ma ukryć, to jest klucz do Estreichera;-)

zaloguj się by móc komentować

Danae @jolanta-gancarz 28 marca 2018 23:25
28 marca 2018 23:43

Ja też już znalazłam:) To była wnuczka Karola, o córka prawnika:)))

Tzw. dobra krakowska rodzina. Nazywała się krystyna Grzybowska (po męzu).

zaloguj się by móc komentować

betacool @jolanta-gancarz 28 marca 2018 23:26
28 marca 2018 23:44

Świat jest mały, a ten podkrakowski to już szczególnie.

zaloguj się by móc komentować

Paris @jolanta-gancarz 28 marca 2018 23:41
28 marca 2018 23:45

Tak...

... i te skoczogonki... lub inne insekty  !!!

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @Danae 28 marca 2018 23:43
28 marca 2018 23:48

Zgadza się. Wnuczka Karola Starszego, córka Stanisław, siostra Karola Młodszego;-)

zaloguj się by móc komentować


jolanta-gancarz @betacool 28 marca 2018 23:44
28 marca 2018 23:50

No właśnie. I dlatego wielcy kombinatorzy muszą się trochę natrudzić, żeby zgubić tropy;-)

zaloguj się by móc komentować

adamo21 @Paris 28 marca 2018 23:33
29 marca 2018 02:02

Próbowałem znaleźć coś o Hiacyncie, ale ni ma nic. HIACYNT?, a czemu nie KWIOT?

zaloguj się by móc komentować

OdysSynLaertesa @jolanta-gancarz
29 marca 2018 11:01

Muszę przyznać że ta historia to jedna z moich ulubionych (bo uwielbiam gapić się na obrazy, z tego tytułu mam tysiące plików na komputerze) obok przypowieści coryllusa jak to jeden z malarzy, przedstawiciel kubizmu bodajże, nie chciał rozmawiać na temat owego kubizmu z interesantami bo mu to koło pędzla (za przeproszeniem) latało.

Czytałem tekst Toyaha i trochę tamtą dyskusję. Aż się prosiło o obszerne cytaty z Pani tekstu :)

Ja tam się na sztuce nie znam. Nie rozróżniam kto jaki "styl" reprezentuje a i nazwiska autorów często mylę ze sobą. Tyle że jak coś przeczytam albo zobaczę to od razu wiem gdzie Bóg a gdzie diabeł siedzi. To oczywiście przyszło z czasem, jak już się naooglądałem tego i owego. Jednak za nawet najpiękniejsze dzieło sztuki w ogień (choćby dyskusji) nigdy nie skoczę :)

Pani zaś przy okazji gratuluję wspaniałej opowieści z podziękowaniem za to że zechciała się nią podzielić z innymi.

Pozdrawiam 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować