-

jolanta-gancarz

Jak ona pójdzie?! Ja pójdę za nią!

Jak ona pójdzie?! Ja pójdę za nią!

 

Nie wiem jak to się dzieje, ale odkąd Coryllus wrzucił na tutejsze blogowisko mój tekst o żuawach papieskich, mam czasem wrażenie, że choć nie chcem, to muszem z jakiegoś powodu niektóre teksty napisać. Tak było z tym o Romualdzie Hubem i fałszywych przywilejach żydowskich, z Matką Bożą z Guadalupe jako Patronką Polski i tak jest dzisiaj. Za każdym razem inspiracją stawał się jakiś inny tekst, który nie dawał mi spokoju, póki nie dorzuciłam doń swojego uzupełnienia.

Nie przez pychę, ale raczej przez jakiś wewnętrzny impuls, który mówił, że temat wymaga rozwinięcia i rozpropagowania... Czy to są znaki? Bóg raczy wiedzieć.

W każdym razie coś, mimo natłoku zajęć, każe mi czasem siadać przed komputerem i pisać o sprawie, którą sama poznałam niemal przed chwilą. Tak jak dzieje bohaterki dzisiejszej notki, bł. Marianny Biernackiej...

Jej nazwisko zobaczyłam na samym końcu listy katolickich męczenników ziemi białoruskiej, którą zalinkowałam pod nową notką Coryllusa, z dopiskiem, że jest osobą świecką.

Właściwie nie miałam zamiaru zagłębiać się w życiorysy okrutnie zamordowanych za wiarę błogosławionych. Chodziło tylko o wskazanie lepszych, niż pogańskie legendy, przykładów wspólnoty polsko – białoruskiej. A jednak historia Marianny Biernackiej wstrząsnęła mną z jakiegoś powodu tak mocno, że nie tylko zaczęłam szukać więcej informacji na jej temat, ale musiałam też podzielić się nimi z Wami. Zresztą sami oceńcie, czy zwłaszcza w dzisiejszych czasach zamętu nie jest warta przypomnienia.

Błogosławiona

Urodziła się w 1888 r. jako Marianna Czokało w Lipsku nad Biebrzą, wówczas w diecezji sejneńskiej, dzisiaj w diecezji ełckiej. Niegdyś miasteczko, założone na prawie magdeburskim w 1580 r., w ramach represji za udział mieszkańców w powstaniu styczniowym, został Lipsk w 1870 r. tych praw pozbawiony i stał się dużą wsią w guberni suwalskiej.

W dodatku bez kościoła i parafii katolickiej, bo stary, drewniany kościół spłonął w 1857 roku, a wybudowaną tymczasową kaplicę władze rosyjskie zamknęły w 1875 roku, podobnie jak unicką cerkiew, przekazując jej majątek kościołowi prawosławnemu.

Dokładnej, dziennej daty urodzin ani imion rodziców czy chrzestnych Marianny, nie znamy. Prawdopodobnie dlatego, że przyszła na świat w rodzinie greckokatolickiej, a jak wiadomo kościół unicki w zaborze rosyjskim był krwawo likwidowany już od połowy XIX wieku (w Królestwie Polskim ostatecznie w 1875 r.), więc żadnych ksiąg oficjalnie nie prowadzono.

Nie udało się tego ustalić także podczas procesu beatyfikacyjnego, kiedy przecież każda najmniejsza wzmianka jest skrupulatnie odszukiwana i sprawdzana. Ksiąg parafialnych z informacją o narodzinach i chrzcie Marianny widocznie jednak nie znaleziono.

Dalsze jej losy świadczą jednak o tym, że rodzina prawdopodobnie zamiast prawosławia wybrała rzymski katolicyzm.

Dzieciństwo spędziła Marianna w Lipsku. Wcześnie została sierotą, do szkoły zbyt długo raczej nie chodziła, bo na zachowanych dokumentach podpisywała się krzyżykami, ale lekcje religii z pewnością głęboko zapadły jej w pamięć.

Kiedy w 1905 r., jako szesnastoletnia dziewczyna, poślubiała bogatego gospodarza z pobliskiego Ostrowa, właściciela 20 hektarowego gospodarstwa, Ludwika Biernackiego, uroczystość odbywała się już prawdopodobnie w łacińskiej kaplicy w Lipsku, wzniesionej natychmiast po carskim ukazie tolerancyjnym z 30 kwietnia 1905 r., pozwalającym przymusowo włączonym do prawosławia unitom wrócić do kościoła katolickiego (skorzystało z tego ponad 170 tys. wiernych).

Młodzi małżonkowie zamieszkali w Lipsku i tam rodziły się ich kolejne dzieci. Niestety, z sześciorga przeżyło wiek niemowlęcy tylko dwoje: córka Leokadia i syn Stanisław.

Wkrótce rodzina musiała przeżywać okropności przechodzącego prze Lipsk frontu I wojny światowej. Miasteczko zajęli Niemcy, którzy całą ludność spędzili do świeżo odbudowanego kościoła i przetrzymywali tam przez kilka tygodni, jako potencjalnych szpiegów, tylko nielicznym pozwalając na karmienie bydła i domowych zwierząt. Wśród nich byli Marianna i Ludwik, którzy wracając do kościelnego aresztu na noc, zawsze przynosili wygłodniałym sąsiadom co tylko mogli zdobyć do jedzenia.

Kiedy okupanci ostatecznie uwolnili z kościoła swoich cywilnych jeńców, okazało się, że większość nie miała do czego wracać, bo wielotygodniowy ostrzał Lipska przez rosyjską artylerię spowodował zniszczenie miasteczka w 70 %. Spłonął też dom Marianny i Ludwika, musieli więc zamieszkać w jednym pokoju u sąsiada – żyda. Ludwik się załamał i coraz bardziej podupadał na zdrowiu, ale Marianna ze wszystkich sił starała się odbudować dom i prowadzić gospodarstwo.

Kiedy wydawało się, że rodzina stanie wreszcie na nogi po wojennych stratach, w 1925 roku umarł Ludwik i Marianna została sama na gospodarstwie, z nastoletnim synem, bo córka Leokadia właśnie wyszła za mąż i przeniosła się do domu męża.

Mimo trudności, udało się jej nie tylko przetrwać kryzys, ale nawet odtworzyć i powiększyć przedwojenny majątek.

Tuż przed wybuchem wojny, 11 lipca 1939 roku, Stanisław ożenił się z 23 –letnią Anną Szymczyk i odtąd młodzi przejęli gospodarstwo, a Marianna starała się im pomagać ze wszystkich sił.

Ale nie dane było rodzinie Biernackich zbyt długo cieszyć się szczęściem. Wprawdzie, mimo bliskości niemieckich Prus Wschodnich, z jakiegoś niezrozumiałego dla lipszczan powodu, wojska hitlerowskie omijały miasto, ale wkrótce sprawa się wyjaśniła i początkowa nadzieja na uniknięcie skutków wojny zamieniła się w strach o jutro...

22 września, owacyjnie witani przez miejscowych żydów i komunistów, wkroczyli bowiem do Lipska żołnierze sowieccy, realizujący postanowienia paktu Ribbentrop – Mołotow.

Wkrótce zaczęli znikać ludzie, a opowieści o straszliwych transportach zimowych z 1940 roku przekazywano sobie szeptem tylko w zaufanym gronie.

Rodzinę Biernackich wywózki ominęły, ale majątek został rozgrabiony, a obowiązkowe dostawy i rekwizycje powodowały, że niedawno powiększona o maleńkiego członka rodzina nieraz cierpiała głód i niedostatek.

Aż nadszedł dzień 22 czerwca 1941 roku i z hukiem motorów, tym razem bez żadnej zwłoki, pojawili się na rogatkach miasta ścigający swoich niedawnych sojuszników Niemcy.

Jeden totalitaryzm gładko został zastąpiony przez drugi.

Najpierw wywieziono i zamknięto w okolicznych gettach wszystkich żydów, aby po roku ostatecznie rozwiązać kwestię żydowską w lasach i komorach gazowych Treblinki i Birkenau.

A po niepowodzeniach na froncie wschodnim, zwłaszcza pod Stalingradem, w 1943 roku, rozpoczęły się pacyfikacje polskich wsi w całej Generalnej Guberni, także w dystrykcie Białystok. Pretekstem mogło być zarówno ukrywanie żydów, jak obecność partyzantów, nawet sowieckich, w pobliżu, czy niestawienie się mieszkańców na przymusowe roboty.

1 lipca 1943 roku Niemcy rozpoczęli też aresztowania i rozstrzeliwania w Lipsku, w odwecie za jakąś partyzancką akcję w miejscowych lasach. Rankiem załomotali też do domu Biernackich, żeby aresztować Stanisława i jego żonę Annę, która była w 8 miesiącu ciąży. Matczynej spódnicy trzymał się kurczowo zapłakany i przerażony dwuletni szkrab.

I wtedy stał się cud!

Do stóp wrzeszczącego esesmana rzuciła się Mariana, na kolanach prosząc go o litość dla synowej i jej nienarodzonego dziecka.

- Jak ona pójdzie!? Jest przecież w ostatnich tygodniach ciąży! Panowie zlitujcie się i weźcie mnie! To były słowa, które na zawsze wryły się w pamięć synowej. Bo po nich została odepchnięta przez Niemca w głąb domu, a na jej miejscu, obok syna, znalazła się Marianna. Zdążyła jeszcze powiedzieć:

- Ja jestem stara, a wy młodzi powinniście żyć...

I wraz z innymi przerażonymi mieszkańcami Lipska znalazła się pod plandeką ciężarówki, która powiozła wszystkich do Grodna.

Tam przetrzymywano ich kilkanaście dni. Synowa i córka pojechały, żeby odwiedzić matkę i świekrę, ale już jej nie pozwolono zobaczyć. Przekazały tylko paczuszkę z jedzeniem i różańcem, o który prosiła, nie wiedząc, czy dotrze do Marianny.

13 lipca o świcie z grodzieńskiego więzienia wyjechały w kierunku pobliskich Naumowicz ciężarówki, wioząc w ostatnią drogę ofiary niedawnej pacyfikacji, wśród których była Marianna Biernacka z synem Stanisławem.

Rozstrzelano ich w starych, carskich fortach, a miejsce pochówku do dziś nie jest znane, do czego przyczyniła się przejmująca te ziemie w początkach 1944 r. nowa władza sowiecka...

I oto wbrew wszystkiemu, 13 czerwca 1999 roku, nazwisko Marianny Biernackiej znalazło się, jako jedynej świeckiej, wśród 108 męczenników II wojny światowej, których polski papież, Jan Paweł II zaliczył w poczet błogosławionych. Dzień ten jest zarazem dniem ich wspomnienia w liturgii Kościoła katolickiego.

Dożyła tego dnia sędziwa Anna Biernacka, która zmarła dopiero 4 sierpnia 2014 roku w wieku 98 lat, do końca zachowując sprawny umysł i ogromną, religijną cześć dla bohaterskiej teściowej.

Kilka tygodni po tragedii urodziła syna, Stanisława, który po roku dołączył do babci, umierając na zapalenie płuc. Ale starsze dziecko przeżyło, zapewniając ciągłość rodu i dziś możemy przeczytać, jak pani Grażyna Serafin tłumaczy, co znaczy mieć błogosławioną prababcię w rodzinie.

A błogosławiona Marianna Biernacka jest nie tylko patronką teściowych, ale także dzieci nienarodzonych, z których jedno ocaliła przed śmiercią.

Tu można przeczytać wywiad z prawnuczką Marianny Biernackiej: http://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/swieci/echo-2012-27_biernacka.html



tagi: męczennicy  ii wojna  marianna biernacka  jan paweł ii 

jolanta-gancarz
28 czerwca 2017 15:50
37     1988    19 zaloguj sie by polubić
komentarze:
KOSSOBOR @jolanta-gancarz
28 czerwca 2017 16:21

Zamilkłam wewnętrznie...

Wielkie dzięki za notkę. 

Podświadomie /albo jednak świadomie.../ zawsze jest strach przed powtórką. Sąsiadów bowiem mamy tych samych. 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @jolanta-gancarz
28 czerwca 2017 16:25

Mój plus. To trzeba było napisać.

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @jolanta-gancarz
28 czerwca 2017 16:39

Ta historia to w sumie kwintesencja polskich losów. Dobrze, że Marianna nigdy nie zostanie zapomniana. Ale ile było podobnych historii, o których nikt nie wie. Aż się prosi, aby Ministerstwo Kultury wyasygnowało fundusze na zbiór podobnych opowieści, znalazło dobrego tłumacza na język niemiecki i zaczęło rozprowadzać wśród naszych sąsiadów a nie kuliło uszy po sobie. Pani notka jest tą drugą stroną medalu do przedwczorajszej notki Pantery o tym bezczelnym dziennikarzu niemieckim.

zaloguj się by móc komentować

Paris @jolanta-gancarz
28 czerwca 2017 16:45

Piekny wpis...

... nie potrafie ocenic czy to "cos" to ZNAK, ale - mowie po sobie - ze ma ono jakies nadprzyrodzone znaczenie. Czesto, nawet w bardzo malych sprawach to "cos"... ta "iskra"... ten "wewnetrzny" glos, rozkaz... "ta" mysl... intuicja, przeczucie... kolo mnie jest w trudnych sprawach, momentach niepokoju...

... Marianna Biernacka... Marianna Popieluszko... i moja najukochansza babcia tez miala na imie Marianna.  

zaloguj się by móc komentować

Kaesagie @jolanta-gancarz
28 czerwca 2017 16:50

Wśród 108 błogosławionych męczenników było 9 świeckich w tym 5 młodych wychowanków salezjańskiego oratorium w Poznaniu: Czesław Jóźwiak, Jarogniew Wojciechowski, Franciszek Kęsy, Edward Klinik i Edward Kaźmierski, pozostali świeccy to: Stanisław Starowieyski, Franciszek Stryjas. A z kobiet oprócz bł. Marianny Biernackiej była jeszcze bł. Natalia Tułasiewicz.

 

 

zaloguj się by móc komentować

betacool @jolanta-gancarz
28 czerwca 2017 17:01

Ja tam lubię myśleć, że to są znaki i że zawdzięczamy je trochę Wawrzyńcowi...

zaloguj się by móc komentować

A-Tem @ewa-rembikowska 28 czerwca 2017 16:39
28 czerwca 2017 17:34

Gdy już będzie polskie Ministerstwo Kultury, to każda potrzebna kwota na uszanowanie polskich świętych i błogosławionych się od razu znajdzie.

 

Dziś, w stadium wszechobecnego kłamstwa, tego uprawianego przez rządzących, nie ma szans na to. Lepiej nawet będzie tak, jak jest, gdyż eulogii czczących polskich błogosławionych żadni ze znanych nam furmanów (V-Mann, Vertrauensmann, Tajny Współpracownik Gesztapo, TW, kolaborant najeźdźców Polski, agent okupantów) — a są to zawodowi łgarze, szatański pomiot okupanta, udający patriotę — nie powinni wygłaszać.

Usunąć znanych piewców Gesztapo, tych nieznanych tym bardziej pousuwać, a dopiero potem powoływać organy państwa, gdy Państwo (wielką literą) będzie wolne; gdy jego mieszkańcy będą już powszechnie uzbrojeni - nie zgadzać się na okupację chytrą, bo ukrytą za flagą i orłem.

 

Okrutny paradoks historii: tutaj z szatańskim nasieniem, sprowadzającym kłamstwem śmierć, zniszczenie i wojnę, poradzono sobie dobrze, na tyle dobrze, że nie ma ani jednego z nich tam, gdzie decyduje się los państwa. Niemcy są uwolnione od rozkręcaczy wojen tak kompleksowo, że... nie ma komu zorganizować obrony przed potencjalnie morderczą hidżrą, jaka wlewa się milionami do Niemiec. To straszne, ale przynajmniej nie wychodzi z Niemiec wojna, bo biorą na klatę atak sorosowsko-isisowski, czyli skoncertowany atak żydowsko-muzułmański.

 

Inaczej w Polsce, gdzie nadal szaleją piewcy robactwa, gdzie grubo dotowani przez okupanta i jego ministerstwo kultury działają i publikują wychwalacze V-Mannen, uświęcacze popleczników okupanta. Płatni z rachunku okupanta, na który muszą wpłacać wszyscy Polacy. Co za perfidia: płatni kłamcy sławią i chwalą morderców, którzy całe życie gnębili Polaków i szargali świętości narodu. Płacą w nieskończoność za opluwanie polskości, kto?

 

Polacy.

zaloguj się by móc komentować

Brzoza @jolanta-gancarz
28 czerwca 2017 18:16

> Dożyła tego dnia sędziwa Anna Biernacka, która zmarła dopiero 4 sierpnia 2014 roku w wieku 98 lat, do końca zachowując sprawny umysł i ogromną, religijną cześć dla bohaterskiej teściowej.

> A błogosławiona Marianna Biernacka jest nie tylko patronką teściowych, ale także dzieci nienarodzonych, z których jedno ocaliła przed śmiercią.

Dziękuję za informacje.

 

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @KOSSOBOR 28 czerwca 2017 16:21
28 czerwca 2017 18:40

Może wreszcie w naszym przypadku sprawdzi się mądrość pewnego Pantareja, że nie można dwa razy wejść do tej samej rzeki?

I to wstawiennictwo wszystkich błogosławionych i świętych, nie tylko męczenników, jakoś rozjaśni nasze umysły, abyśmy przełamali Hansowe zdanie o Polaku, co i przed szkodą i po szkodzie głupi...

Tyle ofiar nie może przecież całkiem pójść na marne!?

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @Magazynier 28 czerwca 2017 16:25
28 czerwca 2017 18:47

A w pewnym stopniu przyczynił się do tego także dzisiejszy tekst Toyaha i to dziecko, rozstrzelane przez obłąkanego snajpera w brzuchu matki. Bo najpierw o tym przeczytałam, a potem trafiłam na te biogramy błogosławionych męczenników z ziem białoruskich. I tak się to jakoś w mojej głowie zapętliło, że nie mogłam bł. Marianny zostawić bez odzewu.

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @jolanta-gancarz
28 czerwca 2017 19:02

" Zresztą sami oceńcie, czy zwłaszcza w dzisiejszych czasach zamętu nie jest warta przypomnienia."

 

Warta przypomnienia, jak najbardziej.

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @ewa-rembikowska 28 czerwca 2017 16:39
28 czerwca 2017 19:09

Myślę, że te wszystkie przykłady podłości naszych zachodnich sąsiadów, które podała Pantera w ostatnich notkach, to jest takie szatańskie wycie wobec mało jeszcze widocznego, ale już wyczuwanego, jak pierwsze podziemne głębokie wstrząsy litosfery, duchowego odrodzenia nie tylko Polaków. Dlatego tak się spieszą i prowokują nas dniem i nocą, żeby jak najwięcej zniszczyć i z prostej, Bożej drogi sprowadzić. Póki co, nie mają rozkazu strzelać kulami, więc próbują zabijać slowem, ale nasz spokój i odwoływanie się do Stwórcy i Jego świętych zbija ich z pantałyku i do szaleństwa doprowadza. Co dowodzi słabości, której jednak nie wolno lekceważyć, podobnie jak rannego lwa.

Musimy to przeczekać, przypominając sobie w chwilach słabości takie wzorce jak bł. Marianna, rodzina Ulmów, św. Andrzej Bobola, św. Faustyna, św. brat Albert czy bł. ks. Jerzy Popiełuszko.

Czymże wobec ich świadectwa i nagrody są szczekania jakiegoś niemieckiego kundla?

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @Paris 28 czerwca 2017 16:45
28 czerwca 2017 19:13

Właśnie w trakcie pisania przyszło mi na myśl, że mama ks. Jerzego też miała na imię Marianna, też była z tamtych stron, przeżyła okrutne zamordowanie syna, ale choć była prostą, nie wykształconą kobietą, to świadectwo jej wiary bije na głowę niejednego profesora teologii. Dzięki temu, jeszcze za życia stała się matką Błogosławionego.

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @Kaesagie 28 czerwca 2017 16:50
28 czerwca 2017 19:17

Dziękuję za uzupełnienie, ale mój wpis o jedynej osobie świeckiej dotyczył tej listy, czyli męczenników z ziem białoruskich: http://catholic.by/2/pl/belarus/saintsbelarus/100081-muchaniki.html

Nawiasem mówiąc, wśród tych 108 meczenników jeden jest krewnym mojego zięcia, możemy więc mówić, że też mamy błogosławionego w rodzinie.

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @betacool 28 czerwca 2017 17:01
28 czerwca 2017 19:18

I wszystkim, którzy się za nas modlą.

A mnie się ten Lipsk z Betacoolem skojarzył ;-)))

zaloguj się by móc komentować


jolanta-gancarz @Kuldahrus 28 czerwca 2017 19:02
28 czerwca 2017 19:21

Cieszę się, że także do młodzieży przemawia.

zaloguj się by móc komentować

Paris @jolanta-gancarz 28 czerwca 2017 19:13
28 czerwca 2017 20:30

Nie bede tego powtarzac, bo sie bardzo wzruszam jak sobie przypominam spotkanie z Pania Marianna Popieuszkowa w Warszawie jak sprzedawali kawalerke po ks. Jerzym... ale do konca zycia nie zapomne tego... jej twarzy takiej spokojnej, radosnej... i jej blyszczacych oczu... do tego w chusteczce w kwiaty na glowie, przewiazanej pod broda... tak samo jak moja babcia... do dzis to dla mnie szok, to podobienstwo.

zaloguj się by móc komentować

Paris @jolanta-gancarz 28 czerwca 2017 19:17
28 czerwca 2017 20:32

Spokojnie moze Pani tak mowic... ze ma blogoslawionego w rodzinie !!!

zaloguj się by móc komentować

rotmeister @jolanta-gancarz
28 czerwca 2017 20:46

Takie widzenie historii Polski, gdzie nie ma rozdzielania historii kościoła i "całej reszty" zawiera ostatnio wydana przez wydawnictwo Bernardinum książka "Polsko, Ojczyzno moja! Twoja tożsamość wczoraj, dziś i jutro" ojca dr. hab. Pawła Warchoła. Historia Kościoła nie jest jakaś oddzielną dyscypliną.

http://ksiegarnia.bernardinum.com.pl/pl/p/Polsko%2C-Ojczyzno-moja-Twoja-tozsamosc-wczoraj%2C-dzis-i-jutro-oprawa-miekka/1009

zaloguj się by móc komentować

betacool @jolanta-gancarz 28 czerwca 2017 18:47
28 czerwca 2017 21:20

No to na pewno są znaki...

zaloguj się by móc komentować


jolanta-gancarz @Paris 28 czerwca 2017 20:30
28 czerwca 2017 22:02

Ma Pani piękne wspomnienia. Marianna Popiełuszko była niezwykłą kobietą.

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @rotmeister 28 czerwca 2017 20:46
28 czerwca 2017 22:11

Dzięki za link. Nareszcie przynajmniej ludzie Kościoła zaczynają rozumieć, że nie da się opowiedzieć historii Polski z pominięciem roli Kościoła i świętych. Kiedyś to był też postulat duetu: Maciejewski - Braun, zgłoszony na spotkaniu w lokalu PChr w Krakowie.

Oby jak najszybciej stało się to czymś oczywistym dla wszystkich historyków, zwłaszcza tych z Akademii.

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @betacool 28 czerwca 2017 21:21
28 czerwca 2017 22:11

No! To są dopiero znaki!

zaloguj się by móc komentować

Paris @jolanta-gancarz
28 czerwca 2017 22:25

Tak, Pani Marianna Popieluszkowa byla niezwykla kobieta... tego jestem pewna. Sluchalam pozniej kilku jej wspomnien na YT... to rzeczywiscie byla kobieta prosta, ale calkowicie ufajaca Panu Bogu... te moje kilkanascie minut z nia i to wrazenie jakie na mnie wywarla jest nie-do-o-pi-sa-nia !!!

A propos wspomnien... to rzeczywiscie mam kilkanascie wspomnien absolutnie wyjatkowych... takich, ktorych nigdy w zyciu bym sie nie spodziewala, a jednak mi sie "zdarzyly"... mialy one potem ogromny wplyw na mnie, moje zycie, wybory itd.  I dziekuje za nie Opatrznosci.

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @Paris 28 czerwca 2017 22:25
28 czerwca 2017 22:45

Musi Pani koniecznie wszystko spisać, żeby nie przepadło w codziennym zalataniu. Chyba, że to bardzo osobiste, wręcz intymne, wspomnienia... Ale wtedy zawsze można się asekurować klauzulą: opublikować 50 lat po mojej śmierci. I liczyć na lojalność spadkobierców;-)

zaloguj się by móc komentować

KOSSOBOR @jolanta-gancarz 28 czerwca 2017 18:40
28 czerwca 2017 22:59

Myślę, że kluczem do unikania starych błędów jest trzymanie na widelcu "naszych umiłowanych przywódców". Na ile nam się uda...

 

Ktokolwiek będziesz w nowogródzkiej stronie - idź tam i westchnij:

http://blogmedia24.pl/node/64357

Siostry Nazaretanki z Nowogródka oddały życie za 120 Polaków. Handlarzami smiercią i mordercami byli Niemcy.

"W dniu 1 sierpnia 1943 roku zostały zamordowane bez sądu, procesu, przez barbarzynców, ludobójców niemieckich, zakonnice z Nowogródka, w liczbie jedenastu,

Siostry Nazaretanki

ze Zgromadzenia Najświętszej Rodziny z Nazaretu , CSFN Congregatio Sanctae Familiae de Nazarethz Nowogródka"

 

zaloguj się by móc komentować

Paris @KOSSOBOR 28 czerwca 2017 22:59
28 czerwca 2017 23:17

Tak...

... tylko "trzymanie ich na widelcu" !!!   Krociutko !!!

zaloguj się by móc komentować

malwina @jolanta-gancarz
29 czerwca 2017 08:58

w tej historii ujawnia sie juz w trakcie jej trwania pieczec Opatrznosci: Niemcy miast kopnac staruche i pognac z synem i synowa, "przyjmuja ofiare".

to przeciez nie bylo tak, ze z katami mozna se bylo cos wyhandlowac. wielokrotnie ci co przezyli wojne, zwracaja na to uwage: Niemcy nie znosza sprzeciwu podludzi. I nie dotyczy to tylko Ausschwitz, gdzie  filozofowie zwracaja uwage, iz na jeden jedyny moment sw. Ojciec Kolbe zawiesza prawa piekla i moze pojsc zamiast a nie WRAZ ze skazancem do celi smierci. tak bylo wszedzie: ci co chieli pojsc za kogos, szli Z kims tym.

Przywilej "przyjecia ofiary" dany byl wiec nielicznym, tym czystego serca... 

zaloguj się by móc komentować

parasolnikov @jolanta-gancarz
29 czerwca 2017 09:31

Jak dobry Pan Bóg da teściową, to jej to dam do przeczytania :)

zaloguj się by móc komentować

bolek @jolanta-gancarz
29 czerwca 2017 11:10

Super tekst!

Dziękuję za przypomnienie tej historii...

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @KOSSOBOR 28 czerwca 2017 22:59
29 czerwca 2017 20:54

Przepraszam, że dopiero teraz reaguję, ale u nas, choć burzy nie było, to Internet na parę godzin z jakiegoś powodu zabrali;-(((

Też uważam, że waaadzy trzeba patrzeć na ręce i twardo rozliczać, korzystając z formalnych praw, jak choćby tych odwiedzin w biurach poselskich, niekoniecznie w chrakterze Cyby. Niech się nasi miłomściwi przyzwyczją, że także zwykły wyborca może im przynajmniej nawtykać, znacznie poważniej, niż kumpel z opozycji, z którym po głosowaniu idzie się na piwo.

Ale o pamięć, zwłaszcza w rodzinach, musimy sami zadbać. Z czystego egoizmu nawet, żeby nas za szybko latorośle na to drzewo (do sprawdzania użyteczności zgredów) nie wsadziły.

Przykład Nazaretanek z Nowogródka niesamowity!

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @malwina 29 czerwca 2017 08:58
29 czerwca 2017 20:57

Też sobie o tym pomyślałam, stąd to stwierdzenie: i stał się cud. Bo tylko tak można wytłumaczyć tę kupiecką (byle stan się zgadzał) reakcję zbrodniarzy.

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @parasolnikov 29 czerwca 2017 09:31
29 czerwca 2017 21:00

Ty sobie, Parasolu, nie żartuj! Teściowa Ci to mówi;-))).

Najpierw się ożeń i wkup w łaski teściowej. Potem możesz ewentualnie (ze łzami w oczach koniecznie) historię błogosławinej Marianny przeczytać całej rodzinie;-)

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @bolek 29 czerwca 2017 11:10
29 czerwca 2017 21:03

To był jakiś wewnętrzny impuls. Na tyle skuteczny, że tekst powstał.

zaloguj się by móc komentować

OdysSynLaertesa @jolanta-gancarz
30 czerwca 2017 11:04

"Są narody, które znają a
W dziejach swoich każdy kamyk 
Tak że mało o to dbają - 
A my mamy - Białe Plamy. 

Plam tych biel - historię naszą 
Skupia w sobie, niby w lustrze: 
Wizje czasów, które straszą, 
Wizje - których się nie ustrzec..."

 

Dobrze że są ludzie którzy dbają o to żeby chociaż o tych plamach pamięć nie zanikła.

Z podziękowaniem dla Pani

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować