-

jolanta-gancarz

Czarna wdowa, czyli do czego służą mężowie...

Szkic scenariusza części I filmu o spadkobiercach Vincenta i Theo van Goghów – w nawiązaniu do wczorajszej i trochę do dzisiejszej notki Coryllusa (takie życie).

1. Córka brookera ubezpieczeniowego i siostra znanego marszanda, Johanna Bonger, poślubia innego znanego marszanda i brata dziwnego malarza, który właśnie zaczyna być rozpoznawany, uczestniczy w wystawie i sprzedaje swój pierwszy obraz.

2. Murzyn zrobił swoje, murzyn może odejść: w dziesiątym miesiącu małżeństwa Johanna, teraz już van Gogh – Borger, rodzi jedynego syna, Vincenta Wilhelma. Pavoncello zapewnił spadkobiercę dla bogatej spuścizny po szalonym bracie malarzu...

3. Theo van Gogh, zamiast małżeńskiego szczęścia, popada w tarapaty finansowe i zdrowotne, żona z dzieckiem wraca do Holandii, mąż trafia do psychiatryka. W międzyczasie musi jeszcze pochować brata i zaopiekować się tym, co po nim pozostało.

4. Dygresja – impresja: Vincent van Gogh, w słoneczny lipcowy, niedzielny poranek, idzie drogą wśród pól, ciężkich od dojrzałych zbóż, z pożyczoną od swojego gospodarza – oberżysty, giwerą w kieszeni (też ciężka... od znaczeń), żeby sobie postrzelać, choćby do siebie. Z oddali słychać już inne strzały (miejscowym zwyczajem nastoletni chłopcy, popiwszy absyntu, polują z samopałów na szczury). Samotnego strzelca Vincenta nikt nie zauważa. Kiepsko mu poszło, choć z przyłożenia: chciał w serce, trafił w brzuch. Wrócił do domu, śladów posoki nie zostawiał, jęczał w pokoiku na górze, więc się gospodarz zainteresował. Poszedł, pogadał, usłyszał, że Vincent ma nadzieję, że nie spie...ł sprawy. Wezwał brata Theo, (policję i lekarza chyba też?), następnego dnia bracia sobie miło gawędzili, aż tu, jak to latem, gangrena się wdała i Vincenta trzeba było szybko pochować, bo nazajutrz Paryż czekał na swojego marszanda. Niektórzy koledzy – malarze zdążyli nawet na pogrzeb! (źródło epizodów: Wiki)

(najazd kamery na dwa białe, proste kamienie nagrobne pod murem)

5. Paryż nie cieszy Thea, choroba nie wybiera, psychiatrzy holenderscy już czekają. Żona konsylia organizuje i rwie włosy z głowy, bo tyle tych obrazów nagle się na nią zwaliło...

A tu dziecko małe i wszystko na jej głowie. Czasu nie ma, żeby zajrzeć do ulubionego Szekspira. Makbet stoi zakurzony na półce.

Na szczęście Theo nie obciąża zbytnio swą chorobą domowego budżetu i tuż po pierwszych urodzinach syna opuszcza, ze zniszczonymi nerkami, ten padół łez (przerwa na lokowanie produktu: arszenik najlepszy na szczury + zapowiedź nowej inscenizacji sztuki: Arszenik i stare koronki, ew. coś z lady Agaty).

6. Na cmentarzu w Utrechcie ziemska powłoka Theo zostaje złożona na 23 lata.

7. Szukając ucieczki przed samotnością, Johanna poślubia drugiego męża, tym razem malarza, ale i on po 11 latach przenosi się na łono Abrahama, a czarna wdowa spędza samotne wieczory porządkując spuściznę obu mężów i szwagra, nie zwracając uwagi na rosnące konto w bankach i kolejne budynki – magazyny dzieł jej drogich zmarłych. Żeby się pozbyć upiorów, przenosi w 1914 r. ciało Thea na mały cmentarzyk w Ouver – sur – Oise (najazd kamery na dwa białe, proste kamienie nagrobne pod murem), by dołączył do brata, z którym tak wiele go łączyło. Choćby te listy, co je bratowa pieczołowicie przechowała i w 1904 drukiem wydała, a potem, do końca życia na angielski tłumaczyła (w końcu była nauczycielką angielskiego).

Tak mijają kolejne samotne wieczory czarnej wdowy...

Koniec części I. Ciąg dalszy być może nastąpi.



tagi:

jolanta-gancarz
8 listopada 2017 13:23
35     2360    9 zaloguj sie by polubić
komentarze:
gabriel-maciejewski @jolanta-gancarz
8 listopada 2017 13:27

Tych nerek nie zauważyłem. Otruli go, to pewne. Ja się czuję coraz gorzej, ale widzę, że temat jest inspirujący, więc jutro napiszę co o tym myślę naprawdę, a dywagacje na temat relacji międzyludzkich zostawimy na później.

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @gabriel-maciejewski 8 listopada 2017 13:27
8 listopada 2017 13:38

Ok. To tylko szkic, pół żartem, pół serio. A Ty idź z rodziną się przewietrzyć, bo może Wam tym razem opary tych szczurołapich specyfików zaszkodziły...

zaloguj się by móc komentować

betacool @jolanta-gancarz 8 listopada 2017 13:38
8 listopada 2017 13:42

Mocne jak trucizna na szczury.

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @betacool 8 listopada 2017 13:42
8 listopada 2017 13:49

W tej rodzinie to norma;-). Prawnuk) Thea, zresztą jego imiennik, zginął postrzelony i dobity poderżnięciem gardła, przez muzułmańskiego fanatyka w Amsterdamie, już w 2004 roku:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Theo_van_Gogh_(re%C5%BCyser)

Zastanawiam się, jaka część spuścizny Vincenta jest nadal w rękach rodziny.? I ile jeszcze można rzucić na rynek?

zaloguj się by móc komentować

betacool @jolanta-gancarz 8 listopada 2017 13:49
8 listopada 2017 14:11

Trochę odpowiedzi jest chyba we wspomnieniach handlarza obrazów - Vollarda, ale nie mogę do tego teraz usiąść, bo przecież rocznica odzyskania niepodległości się zbliża...

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @betacool 8 listopada 2017 14:11
8 listopada 2017 14:24

No właśnie! Z przyczyn losowych nie udało mi się stosowną notką uczcić wczorajszej rocznicy puczu lubelskiego, zw. utworzeniem rządu w Lublinie, z Daszyńskim na czele. Po którego Rydz - Śmigły nawet automobil do Krakowa przysłał, żeby się, mimo zimna i pękających opon, na czas te kilkaset kilometrów na wschód przemieścił i atmosferę podgrzewał...

A działo się tam w tym Lublinie wtedy, że ho, ho... Nic dziwnego, że się Radzie Regencyjnej Piłsudski, pilnie przysyłany z Magdeburga, zbawcą wydał.

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @jolanta-gancarz
8 listopada 2017 15:01

Czytałam w dzieciństwie powieść o nim. Pasja Życia.

Polubiłam go. Choć nie lubiłam Słoneczników wiszących na ścianie jadalni, w domu.

Potem zobaczyłam inne obrazy. Szczególnie te późne pejzarze - kolor i światło. I wir..

Kilka lat temu widziałam jego Kawiarnię...noca... U nas w Narodowym. Niezwykłe.

Ciekawe, jak jego życie niepowieściowe wygladało

.

 

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @jolanta-gancarz
8 listopada 2017 19:38

moim zdaniem Vincent postrzelił się po pijaku

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @Maryla-Sztajer 8 listopada 2017 15:01
8 listopada 2017 22:05

Myślę, że było jedną wielką szarpaniną człowieka owładniętego ideą fix uchwycenia (i zrozumienia) świata w jego prawdziwej istocie. Świata i ludzi, takimi jakimi są, bez idealizacji, ale i bez karykaturalnych zniekształceń. I szukanie najlepszej formy, do wyrażania tych obserwacji. Stąd to kompulsywne malowanie, które musiało wypełniać większość czasu Vincenta. Był misjonarzem nie tylko w młodości, jako kaznodzieja wśród biednych górników, ale i później, jako malarz świadomy swoich celów, gwałtowny w stosowanych argumentach (brzytwa, którą wymachiwał przed Gauguinem, obcięte ucho, zerwanie z ojcem). Takich nie lubią marszandzi...

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @stanislaw-orda 8 listopada 2017 19:38
8 listopada 2017 22:10

Z rewolweru, który ponoć pożyczył kilka godzin wcześniej od oberzysty, u którego mieszkał od kilku tygodni, lecząc się u doktora Gacheta? Któremu chyba płacił obrazami, bo zdążył namalować przynajmniej 3 jego portrety? Mało prawdopodobne.

 

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @jolanta-gancarz 8 listopada 2017 22:10
8 listopada 2017 22:19

Ale co mało prawdopodobne?  Że chciał się zastrzelić, a po pijaku tylko zdołał postrzelić się,  bo nawet na trzeźwo nie za bardzo posługiwał się bronią palną ??

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @stanislaw-orda 8 listopada 2017 22:19
8 listopada 2017 22:45

To rzekome samobójstwo jest wyjątkowo groteskowe (pożyczył rewolwer, swoją drogą: pod jakim pretekstem? Strzelił do siebie, wrócił o własnych siłach do gospody, żył jeszcze 2 dni, całkiem przytomnie rozmawiając, tylko broni wówczas nie odnaleziono!). I jakoś tak nie na czasie ten postrzał. Bo właśnie Vincent zaczynał wychodzić na prostą: brał udział w paryskiej dużej wystawie, sprzedał pierwszy obraz, zaczęto o nim pisać jako o ciekawym malarzu. I malował, malował, malował... Jak człowiek, który ma wizję/natchnienie i nie może przestać, bo straci wątek.

Właśnie bratanek - imiennik mu się urodził, obraz dla niego namalował, taki w stylu japońskim: kwitnący migdałowiec na błekitnym tle, w sam raz do pokoju dziecięcego.

To nie są okoliczności do popełniania samobójstwa. I z tym piciem to też przesada.

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @jolanta-gancarz
9 listopada 2017 07:31

Można powiedzieć Tropicielko, że to scenariusz fantastyczny oparty na ….faktach ;)

Śmierć Theo jest nie mniej groteskowa niż Vincenta. Według oficjalnej wersji Pani Johanny van Gogh-Bonger, przeurocza wdowa po Theo nie dość, że uratowała dzieła Vincenta, to jeszcze z wielkim poświęceniem przechowała i przetłumaczyła jego listy, które wyjaśniają okoliczności powstawania wielu obrazów van Gogha. Oczywiście listy Theo do Vincenta praktycznie się nie zachowały, bo Vincent wg wdowy, która zebrała "śmieci" Vincenta je wyrzucał….

Jo jawi się jako kobieta heroiczna, która po niespełna 2 latach najszczęśliwszych chwil z Theo została wdową z małym dzieckiem. Wizerunek piękny nie powiem, jedno z pierwszych wyznań, jakie od razu po śmierci męża pisze w pamiętniku (udostępnionym przez syna): „ oprócz dziecka, Theo zostawił mi jeszcze jedno zadanie – pokazać i uczynić docenione obrazy Vincenta”  Jo prowadziła przez całe życie pamiętnik, ale podczas swojego szczęśliwego pożycia z Theo zaprzestała i rozpoczęła go ponownie zaraz po jego śmierci.

Zadziwiają jedynie daty

Theo i Jo pobierają się 17 kwietnia 1889 i przeprowadzają do Paryża, syn Vincent Willem urodził się  31 stycznia 1890. 8 czerwca odwiedzają Vincenta w Auvers-sur-Oise. Vincent umiera 29 lipca 1890. Theo po jego śmierci zaczyna chorować – jak twierdził lekarz rodziny 10 października dostał list, że Theo jest nie swój, bo kłócił się ze swoim pracodawcą. W tym czasie ukochana żona pojechała dzieckiem do Holandii…2 dni później umieszczono go w izolatce, a w listopadzie ląduje już w szpitalu psychiatrycznym pr. Umiera 25 stycznia 1891

Według PR-owych pamiętników czarnej wdowy, wraca ona po śmierci męża do Holandii, ze swoim małym synkiem, meblami i wielką ilością obrazów (wspomina 200 obrazów Vincenta, i wiele innych autorstwa takich malarzy jak np. malarzy jak Monticelli, Gauguin.

A co do śmierci Vincenta – Ted Morgan w The Strange Death of Vincent Van Gogh podaje udokumenttowaną ponoć wersje zabójstwa van Gogha przez dwóch nastoletnich braci Gastona and René Secrétan, uczniów paryskiego liceum. Rene, główny prowodyr i właściciel broni, z której mieli postrzelić Vincenta został później bankierem i biznesmenem….. no i ponoć scena postrzału nie odbyła się wcale na polu a w zabudowaniach całkiem blisko lokum Vincenta, być może dlatego się do niego dowlókł. Wersja samobójcza, biorąc pod uwagę optymistyczne obrazy jakie malował przed śmiercią, umiejscowienie postrzału i jego opinię na temat targnięcia się na życie (zawartą w listach, w których odrzucał i określał samobójstwo jako czyn niemoralny i grzeszny)  wydaje się wyssana na użytek lepszej sprzedaży, pardon "docenienia obrazów Vincenta", planowanego chyba jeszcze wtedy kiedy Vincent nie zamierzał udać się na wieczny spoczynek.

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @ainolatak 9 listopada 2017 07:31
9 listopada 2017 07:54

*wyssana wersja samobójczej wersji wyssana = przypadkowo planowana, a z pewnoscią nieprzypadkowo oczekiwana

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @jolanta-gancarz 8 listopada 2017 22:45
9 listopada 2017 08:31

Zdarzenia realne bywają groteskowe znacznie bardziej niż te wymyślone.

PS

A czy ktoś wogóle  szukał tego rewolweru?

I gdzie?

PS

Rzecz jasna,  jestem zdania, że można napisać wiele sensacyjnych scenariuszy na kanwie dowolnej  sekwencji zdarzeń.

To bardzo dobre ćwiczenie stymulujące szare komórki.

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @jolanta-gancarz 8 listopada 2017 22:05
9 listopada 2017 09:01

Czytając biografię miałam 13/14 lat....musiałam widzieć tę jego szarpaninę, bo przecież miałam wkoło dorosłych...z ich zmaganiami z powojenną rzeczywistością. Dziecko świetnie rozpoznaje. 

Jak mówię, lubiłam go.

Te słoneczniki na scianie to była elegancka, ale niewierna kolorystycznie kopia. Orginał ma inne kolory, ale o tym dowiedziałam się wiele lat później.

A jego późniejsze obrazy ...moje ulubione.

Wisiał na ścianie jeszcze Monet, i DEgas...

Na zywo Degas mi 'się sprawdził'.... 

Ale Vincent - mój ulubiony.

Lubię ludzi takich jak on. Ale mają zawsze trudno w życiu.

.

 

 

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @stanislaw-orda 9 listopada 2017 08:31
9 listopada 2017 09:06

zdarzenia realne bywają groteskowe

ciut dużo tej groteski, jak na wydarzenia, które miały miejsce i te, które się później wydarzyły

Z pewnością realna jest bardzo skomplikowana i niejasna sytuacja psycho-rodzinno-finansowa, w tle marszandzi, zyski, "marszandowa" wdowa,  która z tak krótkim stażem szczęśliwego małżeństwa zostawia swojego Theo w najtrudniejszych chwilach i udaje się na wypoczynek do Holandii, a po obydwu pochówkach i zaopiekowaniu się kolekcją znajduje nabywców i zainteresowane galerie, które "wieszają" Vincenta, kiedy w czasie swojego życia sprzedał (jednak gościu miał jakiś potencjał, o czym było wiadomo już za jego życia) kilka obrazów (w tym jeden udokumentowany https://www.thoughtco.com/van-gogh-sold-only-one-painting-4050008).

Te ostatnie rewelacje, co do innej niż samobójstwo wersji mają pochodzić ze studiowania listów i grzebania w historii...ponoć w tych listach jest jeszcze dużo ciekawych rzeczy, no ale co ważniejsze od Theo się nie uchowały...

 

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @jolanta-gancarz
9 listopada 2017 09:12

Pani Jolu, tak się przejęłam Vincentem, że nie pochwaliłam pani artykułu...a jest świetny:)

.

 

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @ainolatak 9 listopada 2017 09:06
9 listopada 2017 09:16

Mam wrażenie, że nie mając pieniędzy na farby, płacił za nie swoimi obrazami. Ktoś je po prostu wyłudzał od człowieka pragnącego malować.

.

 

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @Maryla-Sztajer 9 listopada 2017 09:16
9 listopada 2017 09:31

oczywiście czasem barterował, co również gdzieś się w listach przewija i jest potwierdzane w dokumentacji muzeum van Gogha

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @ainolatak 9 listopada 2017 07:31
9 listopada 2017 11:05

To jest coś niesamowitego, jak nas mają za idiotów! Mnie ta sekwencja dat w biogramie Vincenta z Wiki od razu rzuciła się w oczy. I ta biedna wdowa, co się o wszystko zatroszczyła. Nawet żeby bracia spoczęli obok siebie. Ciekawe jaką oprawę medialną miał ten drugi pogrzeb i czy to jakoś odbiło się jakoś na rynku sztuki?

Bardzo dziękuję za ważne uzupełnienia.

 

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @Maryla-Sztajer 9 listopada 2017 09:12
9 listopada 2017 11:07

Dzięki wielkie. Jakoś tak mi się samo pisało, na gorąco (po notkach Coryllusa) i szybko pisało. Może dlatego, że trochę z przymrużeniem oka, choć na faktach?

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @jolanta-gancarz 9 listopada 2017 11:07
9 listopada 2017 11:12

Tak, chodzi i o tytuł, i o przymrużenie oka..

W obecnych, ciężkich do zniesienia okolicznościach przyrody, można tylko zejść z 'wysokości' wiedzy na poziom ironii, kpiny....  Byle wyważyć proporcje.

Ten tekst się świetnie czyta. Super.

.

 

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @Maryla-Sztajer 9 listopada 2017 11:12
9 listopada 2017 11:35

Jeszcze raz dziękuję i pędzę do swojego kieratu;-(((

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @ainolatak 9 listopada 2017 09:06
9 listopada 2017 11:50

Wdowy musiały być samodzielne, bo mężczyźni marli jak muchy.

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @stanislaw-orda 9 listopada 2017 11:50
9 listopada 2017 15:56

oczwywiście......to jakiś szczególny model samodzielności, i wszystko przez te muchy... ;)

 

 

 

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @jolanta-gancarz 9 listopada 2017 11:05
9 listopada 2017 16:09

tak to całkiem niesamowite, ale chyba mają powody by brać nas za głupców, jeśli mistyfikacje i fałszywe wizerunki są łykane bez zmrużenia oka

zapomniałam rano dodać taki oto szczególik, że rodzina Theo nie zgodziła się na sekcję jego zwłok...zapewne nie chciała nadwyrężać wrażliwosci ;)

 

a te listy rzeczywiscie musiały być skarbnicą wiedzy, skoro nawet te przetłumaczone i udstępniane zawierają tyle ciekawostek,  no i szkiców - swoją drogą niesamowite tylko z tego powodu, kto nie widział polecam przejrzenie

 

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @ainolatak 9 listopada 2017 16:09
9 listopada 2017 17:16

Ciekawe, gdzie są rękopisy listów

.

 

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @Maryla-Sztajer 9 listopada 2017 17:16
9 listopada 2017 19:04

w muzeum van Gogha w Amsterdamie, ostatnie wydanie sprzed 6 lat ponoć obejmuje wszystkie, w tym wczesniej niepublikowane, cena ponad 2500 zł ale rzeczywiście przepięknie wydane

natomiast rozbawił mnie świat allegrowych sprzedawców książek - muszą śledzić każdy wpis Coryllusa, bo polskie listy do brata jeszcze kilka dni temu stały w aukcji za 5zł - aukcja została dzisiaj zdjęta, a w zamian pojawiły się pozycje za 190 i 115 zł :)))) może Gospodarz od nich jakiś procent by wziął za podkręcanie konunktury...liczą cwaniaczki, że czytelnicy niedźwiedzia skuszą się na te staruszki za dwie stówki, bo nie umieją czytać po angielsku czy co? ;))

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @ainolatak 9 listopada 2017 19:04
9 listopada 2017 19:21

A Muzeum nie ma ich na swojej stronie w pdf, oczywiście...?...

.

Wiem, że 'TU' jest obserwowane przez 'różnych'.

.

 

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @Maryla-Sztajer 9 listopada 2017 19:21
9 listopada 2017 19:51

te z muzeum w Amsterdamie są tutaj http://vangoghletters.org/vg/letters/let902/letter.html

świetnie zrobiona strona, z wyszukiwarą wg. dat, adresatów, miejsca. rewelacyjnie opracowane przypisy i dodawane obracy/szkice, o których mowa w danym liście

i mała errata - nieliczne listy sa np. w róznych miejscach w Nowym Yorku

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @ainolatak 9 listopada 2017 19:51
9 listopada 2017 20:26

O, piękne dzięki!

Jak będę mieć normalny komputer to sobie będę po ich stronie wędrować. 

Ogromnie lubiłam i lubię Vincenta

.

 

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @jolanta-gancarz
12 listopada 2017 12:31

Bardzo wszystkich przepraszam za nieobecność pod własną notką, ale do wczorajszego ranka, z powodu jakiejś większej awarii, nie mieliśmy internetu. Potem wparwdzie internet oddali, ale mnie w domu nie było i też się do komentarzy ustosunkować nie mogłam. Dzisiaj to już chyba nie ma większego sensu, więc tylko krótko podsumuję notkę, która jakimś dziwnym trafem wylądowała na samej górze!

Jak widać, łaska komentatorów i czytelników na pstrym koniu jeździ. Człowiek się nieraz napracuje, naczyta, napisze - i odzew niewielki. A tu taki, w gruncie rzeczy żart, pisany na kolanie, który miał zastąpić spóźniony komentarz pod notkami Coryllusa, ląduje na szczycie?! O tempora, o mores!

Mimo wszystko bardzo się cieszę i wszystkim czytelnikom oraz komentatorom dziękuję.

I zapraszam do podpisania petycji do prezydenta Dudy,  link do której znajduje się pod moim dzisiejszym komunikatem.

 

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @jolanta-gancarz
12 listopada 2017 12:37

magnetyczny tytuł Tropicielko ;))

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @ainolatak 12 listopada 2017 12:37
12 listopada 2017 13:41

No tak. Tytuł to podstawa sukcesu w Internecie;-)

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować